czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 12: Prześwity, pierdolony dupek i co się tu kurwa dzieje?!

Tak, dobrze widzicie. Jest nowy rozdział, mimo że nie komentujecie! A tą notkę dedykuję dwóm zajebistym osóbkom. Tak to dla was Fenikso i cicha wielbicielko!

Udałam się prosto do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przy okazji doprowadzając się do wyglądu przypominającego człowieka. Owinęłam się ręcznikiem. Jednak są plusy posiadania osobnego dormitorium. Stojąc przed otwartą szafą, rozmyślałam o tym co powiedział mi Ron.
- Hermiona, nie ufaj temu parszywemu slizgonowi. On chce Cię tylko wykorzystać.
Czy miał rację? Wątpię. Przecież Draco powiedział, że mnie kocha. Nie mówił tego ot tak sobie.Po piętnastu minutach zdecydowałam się krwisto czerwoną sukienkę na ramiączkach; kończyła się powyżej kolan i miała rozcięcie do połowy uda Położyłam ją na oparcie fotela. Założyłam czarne pończochy. Nagle poczułam tępy ból przeszywający głowę. 
- Stój! - usłyszałam dziewczęcy głos. Odwróciłam się gwałtownie. Za mną w odległości około 15 metrów stała Pansy Parkinson, popularnie zwana Mopsicą. - Trzymaj swoje szlamowate ręce zdała od Draco! - Co?! Przepraszam bardzo czy ona mi rozkazuje?! 
- Sorry, ale nie mam czasu na pogaduszki, - patrzyłam się na nią z istnym żalem na twarzy. - więc jeśli pozwolisz to sobie pójdę.
- Stój! - krzyknęła tamta.
- Hermiona! Hermiona, słyszysz mnie!
- Oo. Ginny. Gdzie ja jestem? Harry?
- Jesteś w swoim dormitorium. Jakbyś mogła to narzuć na siebie szlafrok, proszę... - o fuck, nadal byłam w samej bieliźnie. Sprawnie podniosłam się z ziemi i narzuciłam błekitny szlafrok. 
- Hermiona nic ci nie jest? - troszczyła się Ginny
- Nie. Nie martw się. A tak w ogóle to skąd pomysł, żeby o tak wczesnej porze wpadać do mnie na odwiedziny?
- Nie chce cię martwić, ale przegapiłaś śniadanie i zaraz wychodzimy do Hogsmeade. - powiedział Harry - Mam pytanie. Komu chciałaś tak zaimponować co? Przecież ta sukienka... - coś nagle przykuło jego uwagę - Ooo! Liścik! Ciekawe od kogo? - dodał z chytrym uśmieszkiem. Gdy chciał otworzyć kartkę, nagle ona wyleciała mu z rąk i trafiła pomiędzy moje piersi. Nie no kurwa zajebiście. Nawet nie musiałam spojrzeć na podpis żeby wiedzieć od kogo to. Pierdolony ślizgon.
- Nie przeczytasz? - zaciekawił się brunet. Otworzyłam liścik i nie wierzyłam własnym oczom. 

Moja kochana Hermiono!
Czy mógłbym być tak zuchwały i prosić Cię oto, byś nikomu, ale to nikomu, nie mówiła o naszej nocnej przygodzie? Powody tej prośby opowiem Ci po moim przyjeździe. Baw się dobrze przez ten weekend.

Twój, mam nadzieję, kochany Draco.

Ron miał rację. Ron miał rzeczywiście tą pierdoloną rację. On chciał mnie wykorzystać! Pierdolony chuj!
- Boże, Hermiona co ci jest? - spytała Ginny.
- Nic. - odpowiedziałam słabo. Dałam się wykorzystać jakiemuś pierdolonemu... Nie, szkoda mózgu na niego.
- Co jest? Coś Ci zrobił? - mówiąc to Harry wziął ode mnie liścik. Nawet nie protestowałam. Razem z Ginny przeczytali liścik.
- Oooo, jakie to słodkie!
- Co ty kurwa pierdolisz Harry! - wydarłam się na niego.
- No, chodzi mi o to, że jemu na Tobie zależy.
- Taak! Pewnie! Kurwa zależy tak, że o ja pierdolę!
- Harry, o co Ci do kurwy nędzy chodzi, co? -wtrąciła się Ginny
- To wy nic nie wiecie? - zdziwił się zielonooki
- Nie. Może nas oświecisz. - ciskałam w niego piorunami.
- Hahaha! Dobre! - zaczął odchodzić w stronę drzwi - Nic Ci nie powiem! Dowiesz się w poniedziałek! - to mówiąc, jakże odważnie spierdolił.
- Wiesz może o co mu chodzi? - spytałam się Ginny
- Nie. Idziemy do Hogsmeade, czy zostajemy w szkole?
- Nie wiem - odpowiedziałam
- Chodź. Napijesz się kremowego to ci się humor poprawi. A poza tym co będziesz tu robić?
- Okej. - odparłam po krótkim namyśle.

***

Stałem przed bramą wielkiego dworu. Gdy już miałem naciskać mosiężną klamkę z domu wybiegli rodzice. Ojciec miał wściekłe spojrzenie. Kurwa. Oby nie przeze mnie. Matka miała zaś zatroskaną minę. Zawsze wolałem matkę. Ojciec był popierdolony. Cokolwiek bym nie zrobił to mu się to nie podobało, można powiedzieć, że mnie tylko tolerował dlatego, że byłem synem i to pierworodnym. Zawsze wolał moją "kochaną" siostrzyczkę. Kurwa diabeł w skórze człowieka. Matka natomiast kochała mnie (tego potwora też, ale mnie bardziej. Tssaaa. Wmawiaj se tak do usranej śmierci). Na swój dziwny sposób, ale kochała.
- Draconie! Powiedz, że to nie prawda - jakież kurwa miłe powitanie tatku.
- Ale o co chodzi?
- Synku powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że Pansy kłamała. - nawet matka się za mną nie stęskniła?!
- Ale o co chodzi? - powtórzyłem jakże inteligentne pytanie.
- Posłuchaj! Te twoje ''szybkie numerki '' mogliśmy ci darować, bo to było z czysto krwistymi. Nawet to, że nieraz spałeś z chłopcami, ale nie darujemy ci, że spałeś z tą szlamą! - o fuck. Skąd wiedzą?! Mówili coś o mopsicy. No nie, no ja ją kurwa kiedyś zajebie!
- Draco czy to prawda? - zapytała mama.
- Co?! Nie, to nie prawda. - kurwa - Słyszałem coś o tych plotkach. Krążą nieraz po Hogwarcie. Nie martwcie się nimi. - fuck. I tak się kiedyś dowiedzą.
- Jesteś pewny?
- Tak ojcze.
- Widzisz Lucjuszu! Mówiłam Ci, że to nie prawda!
- Narcyzo, może powitamy w końcu naszego kochanego syna. - no wreszcie! Alleluja wam za to kurwa!
- Ach, no tak. Witaj Draconie - Matka podeszła do mnie i delikatnie uściskała mnie.
- Witaj matko, ojcze - z ojcem powitałem się delikatnym skinieniem głowy. Jakby nie patrzeć to i tak dużo.
- Wchodź. Właśnie podają obiad. - dziękuję, że się o mnie troszczysz mamo.
- Najpierw umyj ręce! - dobrze tylko nie bij father. Tak. Zdarzało się to w przeszłości
Poszedłem ochlapałem ręce wodą i gdy wszedłem do jadalni od razu natknąłem się na krwiożerczą bestię.
- Braciszeek!! - rzuciła się na mnie 40 kilowa zaraza. Miała ok. 145 cm, owalną twarz oraz proste blond włosy do tyłka
- Ooo Aprilynne! Jak miło Cię widzieć - pogłaskałem małą bestię po włosach, o dziwo udało mi się jej nie wyrwać tych kłaków.
- Dzieci siadajcie do stołu. - poprosiła matka.
- Jeee!! Obiad. - gadzina usiadła koło matki, ja naprzeciwko niej, a obok usiadł ojczulek - Draacoo! Wiesz, że od września idę do Hogwartu jak ty! - jakże kurwa spektakularnie zakrztusiłem się zupą. Co do kurwy nędzy?!
- Ooo. Cóż za miła wiadomość. To już nie chcesz do Beauxbatons? - kurwa powiedz, że chcesz.
- Rodzice mówią, że ty będziesz mieć w Hogwarcie na mnie dobry wpływ. - odpowiedziała poczwara.
- Tak, i o tym chcieliśmy z tobą porozmawiać Draconie. - o nie, szykuje się lanie od tatulka. - Ale to może po obiedzie.
- A nie możemy teraz? - poprosiłem błagalnym tonem. Wiedziałem że przy Apri mnie nie zleje.
- Powiedziałem po obiedzie. - okej, koniec tematu. 
Resztę obiadu zjedliśmy w ciszy na deser były moje ulubione lody czekoladowo-waniliowe z czekoladową polewą. Mniam. 
- A teraz po skończonym posiłku pozwolicie, że pójdę się wykąpać i zdrzemnąć, ponieważ jestem zmęczony.
- Najpierw musimy pogadać. Apri. Idź do swojego pokoju. - powiedział tata
- Już idę. - no to już wiadomo że będzie wpierdol.
- Dziękuję. Yyy... Ja pójdę się umyć. - prawie wybiegłem z jadalni. Brałem po trzy schody na raz i zapierdalałem przez korytarze, póki nie byłem w swoim pokoju. Uff. W końcu w swoim chociaż trochę bezpiecznym pokoju. Rozległo się ciche pukani do drzwi.
- Proszę! - drzwi się uchyliły i do pokoju weszli moi rodzice. Może nie będzie tak źle, jak oboje są.
- Draconie, oczekuję... - zaczął ojczulek.
- Nie, Lucjuszu. Ja z nim porozmawiam. - o ja pierdole, matka się buntuje - Wyjdź, jeśli łaska. - i jeszcze mu rozkazuje! Fuck. Ojciec wyszedł z naburmuszoną miną, a ja opadłem ciężko na łóżko z miną "co tu się kurwa dziej?!".
- Widzisz, trochę się pozmieniało od twojego ostatniego pobytu. Mogę? - mama wskazywała dłonią na krzesło stojące przy biurku.
- Tak, proszę.
- Widzisz, ojciec już nie jest tak porywczy jak dawniej. Nawet pozwolił mi trochę rządzić. - ojciec odpuścił z dyktatury? Nie wierzę - W sumie to teraz razem rządzimy. - dodała z uśmiechem na ustach. Matka się uśmiecha?! Kurwa, świat się kończy!
- Aha. - jakże inteligentna odpowiedź, no po prostu kurwa brawo!
- Dobra, ale do rzeczy. Chcieliśmy się Ciebie o to teraz zapytać, bo we wakacje możesz nie mieć czasu. Czy pilnowałbyś Aprilynne na początku nauki w Hogwarcie. 
- Mam za nią cały czas chodzić?! - nie, nie będę cały czas łazić za tą poczwarą!
- Nie, raczej chodzi nam o to, żebyś pilnował czy nie zadaje się z nieodpowiednimi osobami, wiesz o co nam chodzi.
- Aaaa. Coś takiego. No dobra. - uff. Kamień spadł mi z serca. - Mogę o coś zapytać?
- Pewnie.
- Skąd słyszeliście plotki o mnie i o Hermionie?
- Profesor Snape zdaje nam raporty co miesiąc. Nie zapominaj o tym, że wiemy o wszystkich twoich przygodach.
- A... Ale skąd profesor o nich wie.
- Nie powiem, bo ojciec straci zaufane źródło informacji. Wiesz, mi to obojętne z kim się spotykasz, ważne bys był szczęśliwy. - wstała uśmiechnięta, pogłaskała mnie po głowie i skierowała się w stronę drzwi. Dobra, mam jednego sprzymierzeńca w domu. Jest postęp.
- A! Mamo! 
- O co chodzi? - odwróciła się w moją stronę
- Ładnie wyglądasz jak się uśmiechasz. - na ten komplement uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wyszła.

Dobra, krótkie bo krótki bo nie komentujecie. Nowy rozdział nie wiadomo kiedy! Nie pytać się!

4 komentarze:

  1. Zajebisty kurwa zajebisty!!!
    Chcę więcej ;D Dlatego życzę dużo weny ;*
    ~cicha wielbicielka
    P.S. Dziękuję za dedykację :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A komu niby bym miała dedykować? Tym... nie bo się obrażą i nie będą wchodzić xDD
      ~Autorka

      Usuń
  2. Jejeje jest superaśnie :D Wręcz zajedwabiście ^^ Notka najlepsza ze wszystkich moim zdaniem ^^ I długa ;) Kurwaa bardzo mi się podobało i mam niedosyta :o
    Dużo, dużo, dużo weny bo jak nie to się do cb przejadę!! 16min busem tylko mam, więc wiesz... A wy ludzie komentujcie bo Was też znajdę!!
    ~Feniksa
    Dziękować za dedykejszyn ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wena, wena, wena ,wena! Kurwa! Wena wręcz mnie rozpierdala od środka. Nic tylko kurwa pisać! To, że masz niedosyta - dziękuję >:). Dedykacja - komu innemu prócz Wam :*
      ~Autorka

      Usuń