Ps. Tak wiem, że minął miesiąc od ostatniego rozdziału, no ale kurwa, trzydzieści książek same się nie przeczyta -,-
- Stary weź już kuźwa nie pij bo wątroba ci zdechnie.
- A neech ztycha suka.
- Pewny jesteś?
- Kura, Blase iłle ci moglę mówic...
- Po pierwsze wiem, że Ci dalej na niej zależy i nie mam tu na myśli wątroby. Po drugie nie mówić tylko bełkotać...
- Że nipy ja belłkoze! - Zerwałem się z zamiarem uderzenia Zabiniego, lecz ten szybko usunął się z drogi i wpadłem na otwierające się drzwi.
- Braciszku! Ja wiem, że mnie nie widziałeś aż trzy dni, ale nie musisz tak wylewnie się ze mną witać! - Do domu Zabiniego jak gdyby nic wparowała Apri.
- Wreszcie! Ile można czekać?
- Przepraszam Blaise, ale musiałam dać rodzicom jakąś ściemę.
- Tso oni ne wedzą, że tu jespeś? Oj, nie łabnie tak kłamac rozicom, wzystko im powem. A nie, nie powem, po mie wydzi... wyzil... wyfalili s domu kutwa! - Sięgnąłem po butelkę ognistej, ale czyjaś czarna łapa zabrała mi ją sprzed nosa - Odawaj to suginkocie! - wydarłem się na najlepszego kumpla.
- Co on mówi? - spytała blond włosa bestia
- Gdybyś przyjechała godzinę wcześniej to byś jeszcze jakoś mogłabyś go zrozumieć. - odpowiedział Diabeł
- Żre nipy mne ne moża zrozunieć?! To wy kulwa jakost zybko mówiecie! - wydarłem się na nich.
- Dobra. Siadaj już i się zamknij. - Zabini popchnął mnie na fotel i rzucił mi butelkę z bursztynowym trunkiem. Merlinie czemu te butelkki tak szybko się kończą?!
- Blaise! Mój koany przyjazielu! Mas mosze jeszze jeną butleczkę Odzistej?
- On już opróżnił tamtą butelkę?! Dwie minuty temu... Ale jak?!
- Aprlili! Ty nie znasz mogliwości swojego koanego braciszma! - powiedziałem śmiejąc się.
- Masz ale to ostatnia. - Zabini wszedł do pokoju z butelką w ręce.
- Nie basz przyjadzielowi? Oj, ktoź dawno nie latał w kulrze po lese. - dodałem rozczarowanym tonem.
- Nie sądzisz, że on wypił już wystarczająco dużo?
- Nie martw się Apri. To na prawdę będzie jego ostatnia butelka przez jakiś miesiąc. - pocieszył ją Diabełek.
- Phi. Sam se kubię jak mi nie dasz. - Z miną obrażonego dziecka wypiłem połowę zawartości butelki. - Parlon! - wstałem i skierowałem się w stronę łazienki. Już miałem nacisnąć klamkę, gdy nagle...
***
- Cześć kochanie. - przywitał się Mike
- Pewny jesteś?
- Kura, Blase iłle ci moglę mówic...
- Po pierwsze wiem, że Ci dalej na niej zależy i nie mam tu na myśli wątroby. Po drugie nie mówić tylko bełkotać...
- Że nipy ja belłkoze! - Zerwałem się z zamiarem uderzenia Zabiniego, lecz ten szybko usunął się z drogi i wpadłem na otwierające się drzwi.
- Braciszku! Ja wiem, że mnie nie widziałeś aż trzy dni, ale nie musisz tak wylewnie się ze mną witać! - Do domu Zabiniego jak gdyby nic wparowała Apri.
- Wreszcie! Ile można czekać?
- Przepraszam Blaise, ale musiałam dać rodzicom jakąś ściemę.
- Tso oni ne wedzą, że tu jespeś? Oj, nie łabnie tak kłamac rozicom, wzystko im powem. A nie, nie powem, po mie wydzi... wyzil... wyfalili s domu kutwa! - Sięgnąłem po butelkę ognistej, ale czyjaś czarna łapa zabrała mi ją sprzed nosa - Odawaj to suginkocie! - wydarłem się na najlepszego kumpla.
- Co on mówi? - spytała blond włosa bestia
- Gdybyś przyjechała godzinę wcześniej to byś jeszcze jakoś mogłabyś go zrozumieć. - odpowiedział Diabeł
- Żre nipy mne ne moża zrozunieć?! To wy kulwa jakost zybko mówiecie! - wydarłem się na nich.
- Dobra. Siadaj już i się zamknij. - Zabini popchnął mnie na fotel i rzucił mi butelkę z bursztynowym trunkiem. Merlinie czemu te butelkki tak szybko się kończą?!
- Blaise! Mój koany przyjazielu! Mas mosze jeszze jeną butleczkę Odzistej?
- On już opróżnił tamtą butelkę?! Dwie minuty temu... Ale jak?!
- Aprlili! Ty nie znasz mogliwości swojego koanego braciszma! - powiedziałem śmiejąc się.
- Masz ale to ostatnia. - Zabini wszedł do pokoju z butelką w ręce.
- Nie basz przyjadzielowi? Oj, ktoź dawno nie latał w kulrze po lese. - dodałem rozczarowanym tonem.
- Nie sądzisz, że on wypił już wystarczająco dużo?
- Nie martw się Apri. To na prawdę będzie jego ostatnia butelka przez jakiś miesiąc. - pocieszył ją Diabełek.
- Phi. Sam se kubię jak mi nie dasz. - Z miną obrażonego dziecka wypiłem połowę zawartości butelki. - Parlon! - wstałem i skierowałem się w stronę łazienki. Już miałem nacisnąć klamkę, gdy nagle...
***
- Cześć kochanie. - przywitał się Mike
- Dzień dobry. Wstałeś już śpiochu? - spytałam. Mike miał na sobie tylko dresowe spodnie i wyglądał bardzo seksownie. Zaśmiał się słodko i podszedł do talerza pełnego naleśników.
- Mmmm... Cudnie pachnie. - pochwalił.
- No wiadomo. Halo! To ja robię śniadanie! - odparłam ze śmiechem.
- Oczywiście. - odpowiedział. Podszedł do mnie i objął w talii - A co powiesz na po śniadaniowy trening w sypialni? - zapytał uwodzicielskim głosem.
- Powiedziałam ci już kiedyś, że nie. Nie przez duże "N".
- No weź, nie bądź taka. - dalej kusił z wargami przy moim uchu. - Proszę. - dodał przy okazji robiąc minę smutnego szczeniaczka.
- Nie. Mówiłam Ci jak ostatnio to się dla mnie skończyło.
- Pamiętam. Ale serio myślisz, że ja taki jestem? No weź.
- Nie, nie myślę tak, - Wyłączyłam palnik gdy ostatni naleśnik się zarumienił - ale i tak nie zmienię zd... - Nie zdążyłam dokończyć ponieważ Mike obrócił mnie w swoją stronę i przylgnął swoimi wargami do moich. Całował delikatnie, jakby starając się mnie przekonać.
- A teraz? - powiedział z szelmowskim uśmiechem.
- Nie. - powiedziałam cicho, lecz stanowczo. Jego rysy stężały. Mike znów zaczął mnie całować, ale jego pocałunki stały się bardziej zaborcze. Posadził mnie na blacie i zaczął wodzić ręką po moim udzie. W normalnych okolicznościach spodobałoby mi się to i przyciągnęłabym Mike'a do siebie, ale nie teraz. Teraz próbował wymusić na mnie coś, czego nie chciałam. I on dobrze o tym wiedział.
***
- Jak myślisz kiedy się obudzi? - usłyszałem zmartwiony głos Apri.
- Nie wiem. Powinien jakieś dwie godziny temu, ale pewnie jeszcze nie wytrzeźwiał. - odpowiedział Blaise
- Tyy chuju. - wychrypiałem - Coś ty mi dał? - Kurwa! Co się stało z moim głosem?!
- Ile widzisz palców? - Diabeł usiadł na brzegu łóżka i pokazał mi środkowy palec.
- Ty sukinkocie! - wydarłem się na miarę moich możliwości.
- Dobra. Wytrzeźwiał. Przynajmniej na tyle, że można z nim normalnie gadać. - odezwał się "doktor" Zabini
- Co kurwa?
- Nic nie pamiętasz braciszku? Schlałeś się tak, że nie można cię było zrozumieć. - odpowiedziała siostrzyczka. Jak dla mnie o wiele za głośno.
- Nie drzyj swojej ślicznej mordy jakbym Cię mógł prosić. - poprosiłem
- Trzeba było mnie chlać. - poradził Diabeł. Rozejrzałem się po pokoju.
- Gdzie ja kurwa jestem? - Ejjj, no bez jaj. Co ja kurwa robię w domu Zabiniego? A tym bardziej co Apri tu robi? Przecież nie mówiłem jej gdzie mieszka ten chuj. - Dobra, już się zorientowałem. Ja tylko mam jedno zajebiście ważne pytanie. Co ty tu robisz? - zwróciłem się do blond potwora.
- Przyszłam Cię odwiedzić.
- Okej. Ale skąd wiedziałaś gdzie mieszka Diabeł?
- Wysłałem do niej sowę. - powiedział zniecierpliwiony Zabini
- Aha! Czyli to był spisek przeciwko mnie! No po prostu zamach na moje życie!
- Skończ dramatyzować! - wydarł się na mnie Diabeł - Ja pierdole...
- Ej, spokojnie Murzynku... - zaczęła Apri
- Murzynku! Hahaha! Pozwalasz tak sobie mówić, lasce która zna cię dopiero pięć minut! Hahaha!
- Nie od pięciu minut, tylko od dwóch dni. - zaczął się tłumaczyć Murzynek.
- Od dwóch dni? - zapytałem.
- Tak, nie umiałeś wytrzeźwieć. To po pierwsze. - kontynuował Zabini - Po drugie w czasie gdy ty byłeś najebany, to ja się dowiedziałem kilku ciekawych rzeczy i poprosiłem twoją siostrę o pomoc.
- Tak i ja przyjechałam żeby ci wbić do głowy na przykład to, że skoro i tak rodzice Cię wywalili z domu to możesz bez problemu jechać do Hermiony i ją przeprosić. Przy okazji przywiozłam ci resztę twoich rzeczy, oraz pieniądze, które Ci dali rodzice na zakup podręczników. - powiedziała siostra.
- Starzy dali mi kasę? Niewierze!
- Dobra, a teraz zrób po dobroci to co powiedziała twoja kochana siostrzyczka, albo... - nie dane było Zabiniemu dokończyć.
- Albo co?
- Albo zaciągniemy Cię tam siłą braciszku.
- Taa, ty na pewno dasz radę. - Blaise i Apri wycelowali we mnie różdżki. - Dobra, dobra! Pójdę sam. A przy okazji gdzie moja różdżka? - Diabeł podszedł do szafki i wyciągnął z niej moją jedyną broń.
- Tylko bądź ostrożny i nie zadźgaj nią tego mugola. - dodał i pożegnał się ze mną. Apri ucałowała mnie na pożegnanie w oba policzki. No to jestem gotowy do drogi. Teleportowałem się pod dom Hermiony. A dokładnie to za jej dom, żeby ci mugole nie padli na zawał.
***
Mike zaciągnął mnie do sypialni i przypiął kajdankami do łóżka. Próbowałam się wyrwać, niestety bezskutecznie. Wyszedł z pokoju. Wrócił po kilku minutach niosąc pasy. bicze i... knebel. Rozebrał mnie i przywiązał pasami do łóżka, kiedy ostatni zawiązał mi w pasie o mało się nie udusiłam. Następnie zakneblował mi usta żebym nie mogła wzywać pomocy. Wziął do ręki bicz i zaczął mnie nim okładać po nogach, brzuchu, twarzy. Po którymś uderzeniu przestałam się ruszać i niemo błagałam, żeby ten koszmar się skończył. Kątem oka dostrzegłam blond czuprynę. Potem wszystko potoczyło się szybko.
- Mmmm... Cudnie pachnie. - pochwalił.
- No wiadomo. Halo! To ja robię śniadanie! - odparłam ze śmiechem.
- Oczywiście. - odpowiedział. Podszedł do mnie i objął w talii - A co powiesz na po śniadaniowy trening w sypialni? - zapytał uwodzicielskim głosem.
- Powiedziałam ci już kiedyś, że nie. Nie przez duże "N".
- No weź, nie bądź taka. - dalej kusił z wargami przy moim uchu. - Proszę. - dodał przy okazji robiąc minę smutnego szczeniaczka.
- Nie. Mówiłam Ci jak ostatnio to się dla mnie skończyło.
- Pamiętam. Ale serio myślisz, że ja taki jestem? No weź.
- Nie, nie myślę tak, - Wyłączyłam palnik gdy ostatni naleśnik się zarumienił - ale i tak nie zmienię zd... - Nie zdążyłam dokończyć ponieważ Mike obrócił mnie w swoją stronę i przylgnął swoimi wargami do moich. Całował delikatnie, jakby starając się mnie przekonać.
- A teraz? - powiedział z szelmowskim uśmiechem.
- Nie. - powiedziałam cicho, lecz stanowczo. Jego rysy stężały. Mike znów zaczął mnie całować, ale jego pocałunki stały się bardziej zaborcze. Posadził mnie na blacie i zaczął wodzić ręką po moim udzie. W normalnych okolicznościach spodobałoby mi się to i przyciągnęłabym Mike'a do siebie, ale nie teraz. Teraz próbował wymusić na mnie coś, czego nie chciałam. I on dobrze o tym wiedział.
***
- Jak myślisz kiedy się obudzi? - usłyszałem zmartwiony głos Apri.
- Nie wiem. Powinien jakieś dwie godziny temu, ale pewnie jeszcze nie wytrzeźwiał. - odpowiedział Blaise
- Tyy chuju. - wychrypiałem - Coś ty mi dał? - Kurwa! Co się stało z moim głosem?!
- Ile widzisz palców? - Diabeł usiadł na brzegu łóżka i pokazał mi środkowy palec.
- Ty sukinkocie! - wydarłem się na miarę moich możliwości.
- Dobra. Wytrzeźwiał. Przynajmniej na tyle, że można z nim normalnie gadać. - odezwał się "doktor" Zabini
- Co kurwa?
- Nic nie pamiętasz braciszku? Schlałeś się tak, że nie można cię było zrozumieć. - odpowiedziała siostrzyczka. Jak dla mnie o wiele za głośno.
- Nie drzyj swojej ślicznej mordy jakbym Cię mógł prosić. - poprosiłem
- Trzeba było mnie chlać. - poradził Diabeł. Rozejrzałem się po pokoju.
- Gdzie ja kurwa jestem? - Ejjj, no bez jaj. Co ja kurwa robię w domu Zabiniego? A tym bardziej co Apri tu robi? Przecież nie mówiłem jej gdzie mieszka ten chuj. - Dobra, już się zorientowałem. Ja tylko mam jedno zajebiście ważne pytanie. Co ty tu robisz? - zwróciłem się do blond potwora.
- Przyszłam Cię odwiedzić.
- Okej. Ale skąd wiedziałaś gdzie mieszka Diabeł?
- Wysłałem do niej sowę. - powiedział zniecierpliwiony Zabini
- Aha! Czyli to był spisek przeciwko mnie! No po prostu zamach na moje życie!
- Skończ dramatyzować! - wydarł się na mnie Diabeł - Ja pierdole...
- Ej, spokojnie Murzynku... - zaczęła Apri
- Murzynku! Hahaha! Pozwalasz tak sobie mówić, lasce która zna cię dopiero pięć minut! Hahaha!
- Nie od pięciu minut, tylko od dwóch dni. - zaczął się tłumaczyć Murzynek.
- Od dwóch dni? - zapytałem.
- Tak, nie umiałeś wytrzeźwieć. To po pierwsze. - kontynuował Zabini - Po drugie w czasie gdy ty byłeś najebany, to ja się dowiedziałem kilku ciekawych rzeczy i poprosiłem twoją siostrę o pomoc.
- Tak i ja przyjechałam żeby ci wbić do głowy na przykład to, że skoro i tak rodzice Cię wywalili z domu to możesz bez problemu jechać do Hermiony i ją przeprosić. Przy okazji przywiozłam ci resztę twoich rzeczy, oraz pieniądze, które Ci dali rodzice na zakup podręczników. - powiedziała siostra.
- Starzy dali mi kasę? Niewierze!
- Dobra, a teraz zrób po dobroci to co powiedziała twoja kochana siostrzyczka, albo... - nie dane było Zabiniemu dokończyć.
- Albo co?
- Albo zaciągniemy Cię tam siłą braciszku.
- Taa, ty na pewno dasz radę. - Blaise i Apri wycelowali we mnie różdżki. - Dobra, dobra! Pójdę sam. A przy okazji gdzie moja różdżka? - Diabeł podszedł do szafki i wyciągnął z niej moją jedyną broń.
- Tylko bądź ostrożny i nie zadźgaj nią tego mugola. - dodał i pożegnał się ze mną. Apri ucałowała mnie na pożegnanie w oba policzki. No to jestem gotowy do drogi. Teleportowałem się pod dom Hermiony. A dokładnie to za jej dom, żeby ci mugole nie padli na zawał.
***
Mike zaciągnął mnie do sypialni i przypiął kajdankami do łóżka. Próbowałam się wyrwać, niestety bezskutecznie. Wyszedł z pokoju. Wrócił po kilku minutach niosąc pasy. bicze i... knebel. Rozebrał mnie i przywiązał pasami do łóżka, kiedy ostatni zawiązał mi w pasie o mało się nie udusiłam. Następnie zakneblował mi usta żebym nie mogła wzywać pomocy. Wziął do ręki bicz i zaczął mnie nim okładać po nogach, brzuchu, twarzy. Po którymś uderzeniu przestałam się ruszać i niemo błagałam, żeby ten koszmar się skończył. Kątem oka dostrzegłam blond czuprynę. Potem wszystko potoczyło się szybko.
***
Stanąłem jak wryty i gapiłem się przez szklane drzwi na tyłach domu Hermiony. No po prostu zajebiście. Będą się pieprzyć na moich oczach. Ale zaraz. Coś mi tu kurwa nie gra. Skoro Hermiona tak kocha tego swojego mugola to czemu się szarpie? Ostrożnie by mnie nie zobaczyli podszedłem do krzewów rosnących niedaleko drzwi. Miałem stąd doskonały widok na rozgrywającą się w środku scenę, jednocześnie oni nie mogli mnie zobaczyć. Mugol przerzucił gryfonkę przez ramię pomimo jej wyraźnej niechęci. Oj, coś jest nie tak. Gdy zniknęli u szczytu schodów podszedłem do drzwi i chwyciłem za klamkę.
- Cholera. Zamknięte. - mruknąłem. Wyjąłem różdżkę i rzuciłem zaklęcie. Ostrożnie wszedłem do budynku i nasłuchiwałem.
- Nie! Mike, powiedziałam nie! Proszę puść mnie! - usłyszałem błagalny ton Hermiony. - Mike! Do kurwy nędzy rozwiąż mnie! - jej głos stał się ostrzejszy.
- Taa, pewnie, już kurwa zapierdalam! - rozległ się głos Mike'a.
Postanowiłem interweniować. Starałem się stąpać cicho po schodach, co skutecznie mnie opóźniało. Słychać było uderzenia i stłumione krzyki. Na piętrze były cztery pokoje. Wszedłem do pierwszego pomieszczenia z brzegu. Shit! Nie ten. Spróbowałem po lewej. Też gówno. Kolejny, owszem był sypialnia, ale nie tą. No to został ostatni. Otworzyłem drzwi.
- Ty skurwysynie. - wysyczałem.
Ooo będzie wpierdol :D Rozdział genialny i kuźwa kocham i wreszcie dodałaś suko :D Już myślałam, że tego nie zrobisz ^^ Jak się spotkamy to najpierw ci wpierniczę za take ociąganie się, a potem Ci pogratuluję wspaniałego rozdziału :D
OdpowiedzUsuńMasz pisać kolejny bo chcę przeczytać, jak Mike ma wpierdol... Skurwysyn... -,-
Weny, weny, dużo weny :D
~Feniksa
Oooooo. Jak miło słyszeć takie miłe słowa gdy ma się emocjonalnego dołka :>
UsuńA co do Mike'a... Ja na jego miejscu bym się bała Draco.
kocham kocham cie <333 no po prostu dojebałaś do pieca :p zajebisty rozdział no i już nie umiem doczekać się następnego ;D ale mam nadzieję że dodasz go szybciej niż ten ;p życzę dużo weny :**
OdpowiedzUsuń~cicha wielbicielka
Czytam... I znów czytam... I jeszcze raz, bo kurwa nie wierzę! Ale i tak rozdział zajefajny. Tylko, że Mike już jest trup.
OdpowiedzUsuńDzięki za imię Blaise :D Od razu Glee mi staje przed oczami, a dzielnie walczę z chęcią zaliczenia sezonu 3 by w końcu napisać coś na bloga i nadrobić zaległości u obserwowanych.
Czekam na kolejny rozdzialik i mam nadzieję, że Mike skończy jako maź na podłodze lub papu dla świnek. :3
Hejka :D hogwartowwscy-forever.blogspot.com <-- wiem, że je czytałaś, wstawiły nowy rozdział. A tak btw, masz boskiego tego bloga <3
OdpowiedzUsuń-Rose